Pierwszy raz?
Nie trzeba się zapisywać, nic nie trzeba płacić i nie trzeba nikogo znać. Wystarczy przyjechać na Rynek przed 18:00 w ostatnią środę miesiąca.
Czy dam radę?
Prawie na pewno tak. Jedziemy tempem najwolniejszej osoby - to około 12 km/h, czyli wolniej, niż większość ludzi jeździ do pracy. Zimą trasa ma około 7 kilometrów, latem ponad 20. Jeździmy tylko po Kielcach, więc w razie potrzeby zawsze można się odłączyć i wrócić samodzielnie, daleko nie będzie.
Jaki rower?
Dowolny, byle sprawny. Jeżdżą z nami rowery miejskie, górskie, składaki, tandemy, cargo, elektryczne, rowerki dziecięce i rolki. Ważne, żeby działały hamulce i żeby mieć światła w tych miesiącach, gdy wcześnie się ściemnia.
Czy mogę przyjechać z dzieckiem?
Tak i robi to mnóstwo osób: w przyczepkach, na fotelikach, na doczepkach i samodzielnie. Przejazd jest zabezpieczany przez policję, jedziemy zwartą grupą po zamkniętym dla ruchu pasie jezdni.
Jak to wygląda od środka?
Zbieramy się na Rynku o 18:00. Każdy dostaje szprychówkę: laminowany kartonik do włożenia w szprychy, inny na każdym przejeździe. Ruszamy około 18:15, jedziemy zwartą grupą, a na koniec wracamy na Rynek, podnosimy rowery do góry i skandujemy „Całe Kielce na rowery!".
Czy to legalne?
Tak. Przejazd jest zgłaszany jako zgromadzenie publiczne i eskortowany przez policję. Zgromadzenie publiczne porusza się zawsze jezdnią, żeby mógł nas prowadzić radiowóz.
Na jezdni obowiązuje nas kilka prostych ustaleń, spisaliśmy je w zasadach przejazdu.
Co jeśli pada?
Jedziemy. Bywało, że jechało nas dwadzieścia osób w deszczu ze śniegiem — i to były jedne z lepszych przejazdów.
Czy to demonstracja polityczna?
To demonstracja, ale nie partyjna. Domagamy się bezpiecznej i wygodnej infrastruktury rowerowej w Kielcach i mówimy to każdej władzy, niezależnie od tego, kto akurat rządzi miastem. Politycy bywają wśród uczestników, ale jadą wtedy jako rowerzyści, nie jako goście honorowi.